VII Enero AD MMXV
DZIENNIK POK?ADOWY OKR?TU LINOWEGO EL GRAN GRIF?N
Dzie? pierwszy, VII stycznia AD MMXV-rejs do Gda?ska.(http://images66.fotosik.pl/437/0970b4001230a25egen.jpg)
Gdy w Grudniu opuszcza?em port Gda?ski, nie spodziewa?em si?, ?e b?dzie mi dane zawita? do niego ponownie w tak kr?tkim czasie. Min??y niespe?na dwa miesi?ce od mojej poprzedniej wizyty w tym niezwyk?ym mie?cie, a ?cie?ki losu zaprowadzi?y mnie po raz kolejny w miejsce, kt?rego nie spodziewa?em si? tak szybko ujrze?. Tym razem, jako cz?onek za?ogi okr?tu flagowego El Gran Grif?n mam zaszczyt uczestniczenia w wielkim rang? wydarzeniu, czyli w wizycie Jej Arcychre?cija?skiej Mo?ci Kr?lowej Eleonory w Rzeczpospolitej Obojga Narod?w.
Przygotowania do wyprawy, g??wnie ze wzgl?du na rang? wydarzenia, przebiega?y w spos?b zorganizowany i nadzwyczaj skrupulatny. Nie by?o mowy o pomini?ciu najmniejszych szczeg???w zwi?zanych z zaopatrzeniem oraz przygotowaniem okr?tu do podr??y- zadaniem El Gran Grif?n by?o dostarczenie Jej Arcychrze?cija?skiem Mo?ci do celu bez najmniejszego uszczerbku na jej zdrowiu i godno?ci. Ranga tej wizyty wymaga?a przedsi?wzi?cia szczeg?lnych ?rodk?w, i rzec mo?na z pewno?ci?, ?e ca?a za?oga zrealizowa?a powierzone jej zadania perfekcyjnie. Podr?? min??a bez wi?kszych przeszk?d. Zawdzi?cza? to mo?na nie tylko wzgl?dnie spokojnym warunkom na morzu, lecz tak?e do?wiadczeniu zdobytemu przez za?og? podczas poprzednich wypraw.
Mimo przybicia do portu w godzinach p??nowieczornych, Jej Arcychre?cija?ska Mo?? mog?a liczy? na powitanie godne jej majestatu. Nie zawi?d? entuzjastycznie witaj?cy swoj? Kr?low? t?um, salwy honorowe oddane przez okr?ty Eskadry Kolonialnej rozbrzmia?y z nale?yt? dum?, a przebieg wizyty uzna? mo?na bez w?tpienia za udany. Cudowny str?j Kr?lowej wzbudza? powszechny zachwyt, a splendor zwi?zany z jej wizyt? na d?ugo pozostanie w pami?ci Gda?szczan.
Po powitaniu przez Kr?lewskiego ma??onka Jego Kr?lewsk? Mo??, Kr?la Polski i Wielkego i Ksi?cia Litewskiego, Marka Paw?a I , kr?lewska para uda?a si? konno ku centrum miasta, a pozostali cz?onkowie Eskadry przyst?pili do wype?niania obowi?zk?w zwi?zanych z przygotowaniem okr?t?w do dalszej drogi.
Wszak wizyta przebiega? musi bez ?adnych uchybie?, od jej pocz?tku, do samego ko?ca.
Felipe Miguel de Guzm?n
XII Febrero AD MMXV
DZIENNIK POK?ADOWY OKR?TU LINOWEGO EL GRAN GRIF?N
Dni, X.I - XII.II AD MMXV-rejs do Archipelagu Aztec.(http://images67.fotosik.pl/612/e5e60dc0d025ca62gen.jpg)
Kolejny ju? raz port Gda?ski stanowi pocz?tek wyprawy ku nowemu. Nowe morza i l?dy, nowi ludzie i kultury. Gda?sk zaopatrzy? nas w niezb?dny prowiant, zapasy amunicji, prochu, broni palnej i koni- ekwipunku niezb?dnego w miejscu, kt?re przyjdzie nam odkrywa?. Zdawali?my sobie spraw? z faktu, ?e czekaj?ca nas podr?? nie b?dzie ani ?atwa, ani kr?tka.
Pocz?tkowo nasza podr?? nie r??ni?a si? od wcze?niejszych, w kt?rych dane mi by?o uczestniczy?. Monotoni? naszej podr??y pot?gowa? jedynie fakt, ?e nie dana nam by?a chwila wytchnienia od morskiej toni- p?yn?li?my stale, bez zawijania do portu. Przyjazne wiatry prowadzi?y nas na zach?d, daj?c wra?enie rych?ego ko?ca tej jak?e odleg?ej wyprawy. Jednak spok?j naszej podr??y po 8 dniach wyprawy zak??ci? straszliwy sztorm, kt?ry napotkali?my niedaleko wysp Emirat?w Chattyckich. Los nie by? ?askawy dla naszej floty -3 okr?ty Skarlandzkie, oraz 2 polskie pozosta?y ju? na zawsze w morskich otch?aniach ….
Trzy tygodnie podr??y-dok?adnie tyle czasu zaj??o nam dotarcie do celu. Wyspa po?o?ona na zach?d od dawnego miasta Tlaloc da?a nam wytchnienie od niespokojnych w?d .Sta?y l?d cieszy? nas jak chyba nigdy dot?d. Ogromne wra?enie sprawia?a bujna, tropikalna ro?linno??, oraz ca?e stada nieznanych w Skarlandzie zwierz?t. Tropikalna d?ungla oraz r??nobarwne ptactwo nie by?y jednak najbardziej egzotycznym elementem wyspy, na kt?rej zatrzyma?a si? nasza ekspedycja. Bardziej intryguj?cy byli miejscowi dzicy- Indianie. Pocz?tkowo nieufni wobec nas- nieznajomych, z czasem dali si? pozna? jako przyja?nie nastawieni, pokojowi mieszka?cy wyspy.
Nieodzownym elementem naszej wyprawy by?a konieczno?ci poznania tego, co ukryte w g??bi l?du. Pocz?tkowy entuzjazm, gnaj?cy nas ku coraz dalszemu zapuszczaniu si? w tropikaln? d?ungl? musia? z czasem ust?pi? niepodwa?alnym faktom- wyspa zdawa?a si? nie do przebycia. Musieli?my stawi? czo?a faktom i zrezygnowa? z dalszej eksploatacji. Rezygnacja z zapuszczania si? w g??b d?ungli pozwoli?a natomiast na lepsze poznanie tubylc?w, kt?rzy okazali si? ?r?d?em ciekawych informacji. Uda?o si? nam doprowadzi? do powstania relacji zbudowanej na wzajemnej sympatii i przyja?ni, co przynios?o wymierne korzy?ci. Starszyzna plemienna postanowi?a obdarowa? nas, w ge?cie dobrej woli, wyrobami ze szczerego z?ota. Opr?cz oczywistej warto?ci materialnej przedstawia?y one warto?? historyczn?- nale?a?y podobno do pot??nego ludu, zamieszkuj?cego niegdy? ogromn? wysp?. Lud ten mia? sia? postrach w?r?d lokalnych plemion, a jego w?adcy s?yn?li ze wznoszenia monumentalnych budowli- miejsc kultu i ?wiadectw oddania nieznanym nam b?stwom.
Historia opowiedziana przez Indian wzbudzi?a we mnie niedowierzanie, przeradzaj?ce si? czasem w ch?? dotarcia do miejsc opisywanych przez tubylc?w oraz zweryfikowania prawdziwo?ci g?oszonych historii. Moje ambitne plany spali?y jednak na panewce- miejscowy klimat nie sprzyja? niekt?rym cz?onkom naszej za?ogi- cz??? z nas do?wiadczy?a nieznanych wcze?niej dolegliwo?ci, kt?re os?abi?y nasze szeregi tak istotnie, ?e konieczny by? powr?t cz??ci naszej za?ogi. Na z?y stan zdrowia narzekali szczeg?lnie Polacy i Litwini. Koniecznym wi?c by?o podj?cie decyzji o uzupe?nieniu zapas?w na statkach polskiej floty, oraz wyruszenie w drog? powrotn?. Postanowi?em wyruszy? wraz z nimi, wioz?c ze sob? dary od tubylc?w dla kr?lowej Eleonory- patronki naszej ekspedycji. Ci, kt?rzy unikn?li chor?b pozostali na miejscu, by podj?? si? zadania budowy osady, kt?r?- na cze?? i chwa?? kr?lowej -nazwano Porto Leonor.
Felipe Miguel de Guzm?n
XI agosto AD MMXV
DZIENNIK POK?ADOWY GALEONU NUESTRA SEÑORA DE ATOCHA
(http://images68.fotosik.pl/435/1c2189268a20432d.png)
Nadchodzi? wiecz?r, kiedy ko?czono przygotowania do wyp?yni?cia z portu w Mostoles. Delikatny wiatr i morska bryza z?agodzi?y upa? mijaj?cego dnia. Jeszcze tylko dwie godziny i okr?ty b?d? gotowe, by wyruszy? w rejs.Port w Mostoles opu?cili?my po godzinie dwudziestej. Natura nie oszcz?dzi?a nam wysi?ku, gdy? s?aby wiatr ledwie porusza? ?agle oci??a?ych okr?t?w. W?a?nie dlatego wi?ksze jednostki holowane by? musia?y z portu na pe?ne morze przy pomocy mniejszych okr?t?w. Podr?? do Lisboa zaj??a nam pi?? godzin, ale do samego portu przybili?my dopiero o godzinie trzeciej nam ranem.
Znu?ony kilkudniowymi przygotowaniami uda?em si? do tawerny by zje??, napi? si? wina i uda? na zas?u?ony spoczynek. Niestety niedane mi by?o zazna? zbyt wiele snu, poniewa? zmuszony by?em stawi? si? w porcie by dogl?da? ostatecznego za?adunku. Priorytetem by?o uzupe?nienie zapas?w wody i ?ywno?ci. W dalszej kolejno?ci za?adowano bro?, proch strzelniczy i konie, oraz zwierz?ta juczne i hodowlane, kt?re s? nam niezb?dne, a kt?rych brakuje w zamorskiej osadzie.
Cz??? okr?t?w sta?o na redzie w pobli?u portu, a ich ?adownie by?y ju? zape?nione. Okr?ty za?adowane po brzegi wyruszy?y popo?udniem w d?ugi rejs w kierunku dalekich i tajemniczych ziem, kt?re kusi?y ?mia?k?w nieodkrytymi jeszcze bogactwami. Ka?dy z nas marzy? o bogactwie, s?awie i uznaniu. Mnie w udziale przypad?o jednak istotniejsze i bardziej odpowiedzialne zadanie. W Sewilli z?o?y?em Najja?niejszej Pani obietnic?. Poprzysi?g?em do?o?y? wszelkich stara?, aby ma?a osada, kt?r? wraz z moimi lud?mi wznios?em na dzikiej wyspie, rozwija?a si? pr??nie i by?a zacz?tkiem powstania silnego o?rodka handlu.
Pierwsze dni rejsu up?yn??y pod znakiem znu?enia. Zmienne wiatry kierowa?y nas powoli ku bezpiecznej przystani. Okr?ty o tak du?ej ?adowno?ci skazane by?y na powolny rejs ku miejscu docelowemu. Pozostawa?a jedynie nadzieja, ?e los si? do nas u?miechnie i pogoda odmieni si? na nasz? korzy??. Nie mog? si? doczeka? ponownej wizyty w Porto Leonor, kt?re cho? bliskie mojemu sercu, le?y wiele mil morskich od mojej ojczystej ziemi.
Felipe Miguel de Guzm?n
XIII agosto AD MMXV
DZIENNIK POK?ADOWY GALEONU NUESTRA SEÑORA DE ATOCHA
(http://images69.fotosik.pl/1107/ba0c8be211233eaagen.png)
Daleko za lini? horyzontu pozostawili?my ziemi? Skarladu, gdy nasze okr?ty pod??a?y ku nowej ziemi. Ziemi, kt?ra ma by? naszym przeznaczeniem. Monumentalne ,niczym g?rskie pasma okr?ty, mozolnie sun??y po bezkresnej tafli morza. Wiatr w ci?gu dnia nam nie sprzyja?, lecz z nadej?ciem wieczoru los mia? si? odmieni?. K??bi?ce si? nad naszymi g?owami chmury przynios?y upragniony wiatr. Taki dar on niebios nale?y w?a?ciwie wykorzysta?!.
-Napi?? ?agle!
Dopiero teraz nasza podr?? nabiera w?a?ciwego tempa. Okr?ty, niczym morskie lewiatany, mkn? przez spokojne wody.
-B?g si? nad nami zlitowa? -o?wiadczy? nabo?ny duchowny-ojciec Juan Jose de Villag?mez.
Wyruszy? on wraz ze mn? w podr?? do nowych ziem. W imieniu Ich Arcyrze?cija?skich Mo?ci, mia? on przynie?? tubaln? now? wiar?, kt?ra oczy?ci dusze z grzechu i uchyli bram raju. Ale czy tubylcy b?d? chcieli pozna? Boga i jego nauki? Gdy pierwszy raz ujrza?em ludy ?yj?ce na wyspie gdzie powsta?o Porto Leonora, pomy?la?em, ?e w?a?nie tak wygl?da? rajski ogr?d Adama i Ewy. Ludzie ?yj? tam tak jak stworzy? ich B?g. Nie przywi?zuj? uwagi do szat, ani te? do innych rzeczy materialnych. ?yj? w chatach w g??bi lasu, w zgodzie z przyrod?, kt?ra to obecnie jest ich Bogiem.
Dni mija?y, a dobry wiatr i spokojne wody nam sprzyja?y. Dzi?ki takiej ?asce podr?? mija?a bez zb?dnych uci??liwo?ci. Korzystaj?c z du?ej ilo?ci wolnego czasu wnikliwie analizowa?em wcze?niej sporz?dzone mapy oraz notatki i opisy, jakie wykona?em podczas mojej wcze?niejszej misji. Dzi?ki ?asce moich mo?nych protektor?w uzyska?em dost?p do archiwum kr?lewskiego. A dzi?ki ksi?gom i dokumentom, jakie pozyska?em, moja wiedza sta?a si? bardziej rozleg?a. Postanowi?em, ?e musz? skupi? sw? uwag? na zagadnieniach z budowy fortyfikacji. Na nowych ziemiach musi powsta? fort.
Dobry los nas nie opuszcza. Pomimo dw?ch sztorm?w, kt?re napotkali?my po drodze nie ponie?li?my ?adnych strat. B?g jest bardziej lito?ciwy ni? podczas ostatniej ekspedycji. Czuj?, ?e jeste?my ju? blisko. Wkr?tce zn?w ujrz? dziewicze lasy otaczaj?ce malutk? osad?, jak? jest Potro Leonor.
Zapad? zmrok, a ludzie udali si? na spoczynek. Postanowi?em przejrze? jeszcze par? ksi?g siedz?c przy blasku ?wiecy. Zacz??em ju? odczuwa? znu?enie i ogarnia?a mnie senno??, gdy poczu?em ugryzienie. To by? moskit. Wybieg?em z kajuty i spostrzeg?em, ?e wok?? pal?cych si? lamp lataj? owady. To znak, ?e jeste?my blisko l?du.
Gdy nasta? poranek g?sta mg?a spowija?a wody otaczaj?ce nasze okr?ty. Nakaza?em podnie?? ?agle i p?yn?? naprz?d. Tego dnia by?a bardzo gor?co i parno. Marynarz sprawdzaj?c g??boko??, g?o?no obwieszcza
- dwadzie?cia pi?? s??ni, dwadzie?cia czarty s??nie, dwadzie?cia trzy, dwadzie?cia dwa, dwadzie?cia jeden.
Za mg?y wy?ania si? l?d! Ziemia na horyzoncie! Okr?ty stan??y na redzie, a my w szalupach opu?cili?my pok?ady statk?w i ruszyli?my ku l?dowi. Ostatecznie dotarli?my do Porto Leonor, kt?re zasta?em w stanie du?o gorszym ni? pozostawi?em przed wyjazdem. Wielu ludzi zmar?o z g?odu i chor?b. Podobno r?wnie? tubylcy nie s? zadowoleni z naszej obecno?ci. Na dziesi?ciu okr?tach przyp?yn??o ze mn? tysi?c dwie?cie ludzi, w tym ?o?nierze oraz rzemie?lnicy. Czas wi?c zabra? si? do pracy. Nie mo?emy pozwoli? by z?a passa zniszczy?a efekty naszej pracy. Postanowi?em, ?e wzniesiemy fort obronny, oraz odbudujemy podupadaj?ce Porto Leonor . Nasta? czas by zako?czy? eksploracj? wyspy i wreszcie sprawdzi? czy opowie?ci tubylc?w o starej cywilizacji i jej bogactwach s? prawd?. Musimy wys?a? ekspedycj? w kierunku najwi?kszej wyspy, gdzie wed?ug przekaz?w istnia?a niegdy? wielka cywilizacja. Lecz na pocz?tek musimy odebra? d?ungli Porto Leonor.
B?d?c w centralnym punkcie osady, w otoczeniu ?o?nierzy, marynarzy i osadnik?w og?osi?em;
-Z ?aski Boga, w imieniu Najja?niejszych Kr?l?w Imperium Skarlandu, moc? powierzonej mi w?adzy nadaj? tej wyspie nazw?, San Carlos! O?wiadcza r?wnie?, ?e wyspa San Carlos staje si? cz??ci? Imperium Skarlandu!
Teraz czas zabra? si? do pracy i odbudowy osady oraz wzniesienia fortu. Kolejnym celem jest ekspedycja i eksploracja najwi?kszej wyspy archipelagu, kt?r? mam zamiar w??czy? do ziem Imperium. R?wnocze?nie z odbudow? Porto Leonor trwa? b?d? przygotowania do kolejnej ekspedycji. Nakaza?em ju? przegrupowa? si?y. Czas rozpocz?? najwi?ksz? przygod? w ?yciu ?mia?k?w, kt?rzy u mego boku wyruszyli w t? odleg?? wypraw?.
Felipe Miguel de Guzm?n
XIV agosto AD MMXV
DZIENNIK POK?ADOWY GALEONU NUESTRA SEÑORA DE ATOCHA
(http://images68.fotosik.pl/1108/9870be2381fa9d76gen.jpg)
Dni mijaj?, a efekty naszej pracy staj? si? bardziej widoczne. Drwale wyruszyli do lasu, padaj? kolejne drzewa. W?r?d przywiezionych rzemie?lnik?w s? r?wnie? kamieniarze. W g??bi wyspy odkryli?my w?wozy b?d?ce ?r?d?em kamienia. Z okr?t?w przetransportowano narz?dzia, bro?, zwierz?ta juczne, mu?y, wo?y i konie. Praca wre, a z up?ywem czasu las ust?puje oddaj?c naszej osadzie dawn? ?wietno??. Postanowili?my, ?e nieopodal Porto Leonora wzniesiemy fort obronny. Jego budowa idzie ca?kiem sprawnie. Musimy si? postara? by jego konstrukcja by?? stabilna. Na flankach maj? spocz?? dzia?a, kt?re zdemontujemy z okr?t?w przeniesiemy na l?d. Pozwoli to efektywniej broni? fortu.
Gdy prace w osadzie i porcie wci?? trwaj?, postanawiam wraz z cz??ci? wojska przygotowa? si? do wyprawy na du?? wysp? archipelagu. Musimy by? gotowi do zbadania ziem nieznanych. Jedynym ?r?d?em informacji o nich by?y opowiadania tubylc?w. Pora zatem przekona? si?, jakie skarby kryje du?a wyspa.(http://images67.fotosik.pl/1109/7abfa94aa3b66997gen.png)
Wyruszyli?my nast?pnego dnia, jeszcze przed wschodem s?o?ca. Pi?? okr?t?w dobrze wyposa?onych i zaopatrzonych podnios?o kotwic? i ruszy?o w kierunku du?ej wyspy. Jestem bardzo podekscytowany, poniewa? zdaj? sobie spraw? z powagi sytuacji. Wiem, ?e za ka?de me poczynanie, sukces czy niepowodzenie, b?d? rozliczany przez moich w?adc?w. Pozostaje Mi jedynie wierzy?, ?e w spos?b zadawalaj?cy dla Ich Majestat?w wywi??? si? z powierzonego mi zadania.
Bo?e prosz? Ci? by? mi dopom?g? tak jak czyni?e? to wcze?niej.
Po czterech godzinach z porannej mg?y wynurza si? l?d. Na horyzoncie rozci?ga si? widok nieprzebytej i ogromnej d?ungli. Powietrze niesie wo? ro?lin. S?ycha? odg?osy dziczy, kt?ra oczekuje naszego przybycia.
-Osiemna?cie s??ni-oznajmia g?o?nio jeden z marynarzy.
-Rzuci? kotwice!- g?o?no zawo?a?em.(http://images70.fotosik.pl/1106/0cbdb54509e7eca8gen.png)
Okr?ty stan??y na redzie, a my w szalupach udajemy si? na l?d.
Ojciec Villag?mez, poda? mi zw?j papieru. ca?uj?c krzy? rzek?em „ Z ?aski Boga ,w imieniu Najja?niejszych Kr?l?w Imperium Skarlandu, na mocy nadanej mi w?adzy zajmuj? t? wysp? czyni?c j? cz??ci? Imperium .”
Po oficjalnym podpisaniu odpowiedniego aktu ruszyli?my w g??b l?du. Czeka nas d?uga przeprawa przez d?ungl?. Na szcz??cie mamy ze sob? miejscowych przewodnik?w. Tubylcy maj? nam wskaza? lokalizacj? wielkich miast z kamienia, wzniesionych przez dawn? cywilizacj?.
Felipe Miguel de Guzm?n
XIX agosto AD MMXV
DZIENNIK POK?ADOWY GALEONU NUESTRA SEÑORA DE ATOCHA
(http://images69.fotosik.pl/1118/a60b73dd833a84a8gen.png)
Przybywaj?c na ogromna wysp?, nikt z nas nie wiedzia?, co czeka w g??bi nieprzebytej i dzikiej d?ungli. Postanowi?em, ?e rozbijemy ob?z i przeczekamy noc, by kolejnego dnia wyruszy? w g??b lasu tropikalnego. Cz??? ludzi wr?ci?o na okr?ty by dostarczy? zapasy ?ywno?ci oraz broni.
Nasta? wiecz?r. S?o?ce chyl?c si? ku zachodowi ust?puje pola nocy, kt?ra wkr?tce ciemno?ciami okrywa horyzont. Z g??bi lasu s?ycha? odg?osy dziczy, objawiaj?ce si? wyciem nieznanych nam zwierz?t. Siedz? w swym namiocie, ca?y czas rozmy?laj?c o ekspedycji. Martwi?em si? czy podo?am temu wyzwaniu. Czy dane mi b?dzie okry? si? s?aw?? A mo?e przepadn? wraz z moimi lud?mi w g??bi tych nieprzebytych las?w i s?uch o nas zaginie? My?li te nie dawa?y mi spokoju i ca?? noc kot?owa?y si? w g?owie budz?c niepok?j, a zarazem podniecenie.
Wraz ze wschodem s?o?ca, nadesz?a pora na wyruszenie w drog?. Wsp?lnie z moimi lud?mi rozpocz??em przygotowania. Ruszamy po porannej mszy, kt?r? na pla?y odprawi Ojciec Juan Jose de Villag?mez. Po otrzymaniu rozgrzeszenia przyj?li?my komuni? oraz b?ogos?awie?stwo. Uformowali?my szyk i ruszyli?my w g??b lasu. Pot??ne drzewa g?ste niczym zaro?la, liany, odg?osy dzikich zwierz?t –to wszystko wzbudza?o w nas trwog?. Wyprawa przypomina?a t? z wyspy Soledat, lecz by?a bardziej emocjonuj?ca, bardziej dzika i imponuj?ca.
Panowa? tak silny upa?, ?e ledwie mog?em z?apa? dech w piersi. Powietrze by?o bardzo parne. Ju? dwie godziny z wielkim trudem przedzieramy si? przez g?ste zaro?la. Nad naszymi g?owami lataj? egzotyczne ptaki, a po ziemi i na drzewach pe?zaj? wielkie w??e. Nasz india?ski przewodnik obja?nia nam, jakich gad?w mamy si? wystrzega?. Uk?szenie niekt?rych powoduje natychmiastow? ?mier?. Mijaj? kolejne trzy godziny, a ko?ca d?ungli nie wida?. Powietrze staje si? coraz gor?tsze i coraz bardziej parne. Modlimy si? ju? do Boga, aby wreszcie opu?ci? te nieprzyjazne lasy. Ludzie s? coraz bardziej zm?czeni, ale nasz india?ski przewodnik informuje, ?e do celu naszej podr??y pozosta?o jeszcze minimum cztery godziny marszu. Upa? staje si? coraz bardziej niezno?ny. Liczne owady, niczym krople deszczu spadaj? na nasze cia?a. Moskity i pijawki to chleb powszedni podczas naszej w?dr?wki. Moi ludzie z coraz wi?kszym trudem maszeruj?, przedzieraj?c si? za pomoc? maczet przez g?ste zaro?la.
Ju? dawno min??o po?udnie, a celu naszej wyprawy nie wida?. Jestem coraz bardziej poirytowany. Czy?by nasz India?ski przewodnik wywi?d? nas w pole? Czy?by nie chcia?, aby?my dotarli do ruin ich ?wi?tych miast? Jedno jest pewne- nie mo?emy dopu?ci? by w tej nieprzyjaznej d?ungli zasta?a nas noc.Wtem, po czterdziestu minutach marszu d?ungla ust?puje, a za drzew wy?ania si? wielka kamienna piramida. Po niej ukazuj? si? kolejne budynki, zaro?ni?te i opuszczone od lat. Niepewnym krokiem wkraczamy do zapomnianego miasta, b?d?c pod wra?eniem ogromu otaczaj?cych nas budowli.
Nasz przewodnik m?wi, ?e to miasto bog?w oraz dawna stolica imperium, kt?re dawno ju? upad?o. Miasto nosi nazw? Tlaloc. Jestem zdumiony, ?e z pozoru niecywilizowany nar?d potrafi? wznie?? tak wspania?e i monumentalne budynki, kt?re do dzi? zapieraj? dech w piersiach i opowiadaj? o pot?dze i dokonaniach ludu, zamieszkuj?cego niegdy? te ziemie. Rozpoczynamy eksploracj? miasta, a z ka?dym krokiem jestem coraz bardziej zdumiony. Przewodnik opowiada, ?e to pot??ne miasto zamieszkiwa?o niegdy? p?? miliona ludzi, kt?rzy zwali si? dzie?mi s?o?ca i byli wielkimi wojownikami.
By?em ?ywo zafascynowany legend? o ostatnim w?adcy tego wspania?ego miasta, kt?ry nosi? imi? Tlacatecuhtli Motecuhzoma III. Nikt nie wie, dlaczego tak wspania?a cywilizacja nagle przesta?a istnie?. Legendy g?osz?, ?e lud kt?ry zwa? si? Aztec by? ludem wojownik?w, krwawo i bezwzgl?dnie obchodz?cym si? ze swoimi przeciwnikami. Wojownicy uprowadzali ca?e spo?eczno?ci, czyni?c z nich niewolnik?w. Kobiety i dzieci sprzedawano, a m??czyzn sk?adano w ofierze wiecznie rz?dnemu krwi bogu s?o?ca. W ko?cu lud Aztec podbi? wszystkie okoliczne ludy i zabrak?o niewolnik?w by sk?ada? ofiary krwawemu b?stwu. Dlatego w ?wi?tyniach zacz?to sk?ada? ofiary z w?asnych wojownik?w. W ko?cu wybuch?a wielka rebelia, kt?ra od ?rodka rozsadzi?a imperium, a b?g s?o?ca wykl?? kr?la. Kl?twa krwawego boga sprowadzi?a na lud Aztec licznie kl?ski ?ywio?owe oraz choroby, kt?re doprowadzi?y do ostatecznego upadku tej wielkiej cywilizacji.
Powoli zapada? wiecz?r, co oznacza, ?e nie zd??ymy wr?ci? do naszego obozu nad brzegiem morza. Zarz?dzi?em, ?e rozbijemy ob?z w ruinach tego tajemniczego miasta.
Zapada noc. Siedz? przy ognisku i obserwuj? otaczaj?ce mnie budowle. W mrokach zdaj? si? by? jeszcze bardziej tajemnicze i przera?aj?ce. Nie mog? zapomnie? o legendzie, m?wi?cej o karze boskiej i upadku cesarstwa Aztec. Imperia rodz? si? i upadaj?, a te ruiny s? tego najlepszym przyk?adem. Nic nie twa wiecznie. Uk?adam si? do snu- niespokojny i pe?en obaw. Jutro wracamy do Porto Leonor. Ale obieca?em sobie, ?e wr?c? tu ponownie by dok?adniej zbada? ?lady tej wielkiej cywilizacji, kt?ra pozostawi?a po sobie tak wspania?e budowle. Jeszcze nie wiem jak nazw? t? wielk? i tajemnicz? wyspie. Najpierw musz? poinformowa? Najja?niejszych Kr?l?w Skarlandu o moich odkryciach i nowych ziemiach, jakie zaj??em w imieniu Imperium Skarlandu.
Felipe Miguel de Guzm?n