Aktualności:

Rejestracja wy??czona. Pa?stwo Skarlandzkie w dniu 8 marca 2017 roku zako?czy?o swe istnienie, dzi?kujemy za wsp?lnie sp?dzony czas.

Menu główne

I. Dziennik pok?adowy Armady Zakonnej

Zaczęty przez Juan de Maykowski, Niedziela, 13 Mar 2016, 12:48:58

Poprzedni wątek - Następny wątek

Juan de Maykowski

Dziennik pok?adowy Armady Zakonnej


Dzie? Pierwszy, XIII marca AD MMXVI.


Po d?ugim okresie przygotowa? nadszed? czas aby wreszcie uda? si? na nieznan? wysp? zwan? Now? Kataloni?. Dla stosunkowo m?odej floty Braci Vandalskich zadanie to mo?e okaza? si? trudne zwa?ywszy na to, ?e droga do Nowej Katalonii jest d?uga, a oceaniczne wody bywaj? zdradliwe. Aczkolwiek kiedy spogl?dam na ko?ysz?ce si? w porcie, solidne karaki i karawele ogarnia mnie ca?kowity spok?j.

Przygotowania do wyprawy, kt?re w ostatnim czasie poczyni?em zosta?y przeprowadzone wyj?tkowo skrupulatnie. Stara?em si? zadba? o ka?dy, nawet najdrobniejszy szczeg??. Poleci?em zgromadzi? odpowiednie zapasy broni, lekarstw, wina, ?ywno?ci i co najwa?niejsze wody pitnej. Ka?da, pojedyncza jednostka zosta?a sprawdzona centymetr po centymetrze aby zyska? pewno??, ?e statki nie posiadaj? jaki? ukrytych wad, kt?re umkn??y oczom konstruktor?w. Po otrzymaniu raport?w upewni?em si?, ?e wszystko jest w jak najlepszym porz?dku. Najwi?kszym problemem jaki zaistnia? podczas przygotowa? by?o znalezienie wykwalifikowanych ?eglarzy, kt?rzy znali rozleg?e, zachodnie wody. Na nasze szcz??cie znalaz?o si? wielu takich ?mia?k?w, kt?rzy otrzymawszy z r?k Zakonu stosown? zap?at? zgodzili si? poprowadzi? vandalsk? flot? ku wybrze?om Nowej Katalonii.

Dzisiaj zako?czy si? ostatni etap naszych prac przed wypraw?. Kiedy pracownicy portowi za?aduj? ostatnie skrzynie z zaopatrzeniem, a kapelan odprawi Msz? ?wi?t? za uczestnik?w ekspedycji b?dziemy mogli rozpocz?? nasz? wypraw? w nieznane. Poleci?em tak?e wyposa?y? rycerzy zakonnych w lekki i przewiewny ubi?r, oraz sk?rzane pancerze. Miejsce, do kt?rego si? udajemy jest wielce egzotyczne, a przedzieranie si? przez d?ungl? w stalowych zbrojach i grubych p?aszczach mog?oby znacznie spowolni? eksploracj? wyspy, oraz negatywnie wp?yn?? na morale zakonnik?w. Jestem dobrej my?li. Oby B?g w Tr?jcy ?wi?tej Jedyny otoczy? Nas swoj? opiek? i wspiera? w najci??szych chwilach. Que Dios nos bendiga!

Don Juan Dagobard de Maykowski
Ksi??? Vandalii
Wielki Mistrz Zakonu Rycerzy Chrystusowych Ziemi Vandalskiej

Juan de Maykowski

#1
Dziennik pok?adowy Armady Zakonnej



Dzie? Dwudziesty, I kwietnia AD MMXVI.


W ci?gu ostatnich kilku tygodni Armada Zakonna przemierza?a nieokie?znane wody Zachodu. Wyprawa vandalska sz?a bez wi?kszych opor?w wprost ku wybrze?om Nowej Katalonii. Jednak dnia szesnastego spotka?o Nas co? czego nie ?yczy?bym nawet najgorszemu wrogowi. Wydarzenie to lub raczej katastrofa spowodowa?a nag?e za?amanie si? ekspedycji. Korzystaj?c z chwili wytchnienia postaram si? tutaj opisa? co konkretnie Nas spotka?o...

Dnia szesnastego panowa? niemi?osierny upa?. Nasza karaka szybko przecina?a b??kitn? tafl? wody, gnana wschodnim wiatrem. Wreszcie nadesz?a jaka? zmiana po okresie bezwietrznym, co na Oceanie ?awicowym jest rzecz? rzadko spotykan?. Prawdziwe wilki morskie wiedz? jednak, ?e tak nag?a zmiana nie wr??y nic dobrego. Na zachodzie pojawi?y si? ma?e chmurki, ci?nienie nagle zacz??o si? podnosi?. Ca?a za?oga z niepokojem wpatrywa?a si? w niebo. Strefowy wiatr coraz bardziej si? wzmaga?. Mija?y d?ugie minuty. Grotmaszt wyginaj?c si? spycha? Nas z kursu na po?udniowy zach?d wprost ku wybrze?om Solardii. Zacz?li?my p?yn?? niebezpieczn? parabol?. Robi?o si? coraz ciemniej. Na twarzach marynarzy i zakonnik?w malowa?y si? strach, oraz niepewno??. Pierwszy oficer, do tej pory spokojny, a nawet lekko ospa?y wydawa? mi si? coraz bardziej zdenerwowany. Jego komendy sta?y si? nerwowe i niesk?adne. Min??a godzina. Na zachodzie ca?kowicie si? ?ciemni?o. W oddali z pot??nych ju? grzyw fal wynurzy? si? jakby potw?r, niesamowity ?ywio?, ??cz?c wod? z chmurami ogromnym wirem, jakoby sam B?g Ojciec zamierza? w?a?nie stoczy? walk? z Szatanem ukrytym w bezkresnych g??biach oceanu. Nasze serca ?cisn??a trwoga. Uczucie, kt?re odczuwa ka?dy marynarz od wiek?w, kiedy obcuje z pot?g? natury. To wyzwanie jest jednakowe od wiek?w. Jednakowo przera?a, jednakowo fascynuje. W ko?cu to tajfun.

Ci?nienie z ka?d? sekund? stawa?o si? coraz wy?sze, a powietrze zaroi?o si? od ostrej woni wilgoci. Fokmaszt by? napi?ty do granic wytrzyma?o?ci. Moje komendy by?y t?umione rykiem fal i szumem zbli?aj?cego si? tajfunu. Zbaczali?my coraz bardziej z kursu. Rozkaza?em zwin?? wszystkie ?agle. Woda zacz??a wdziera? si? na pok?ad. Pi?ciu marynarzy przy sterze pr?bowa?o zachowa? pozycj?. Bez skutku. Egipskie ciemno?ci spowi?y otoczenie. Niebo przecina?y b?yskawice, roz?wietlaj?c nasze twarze bladym blaskiem. To pot?gowa?o jeszcze nasz? zawzi?to?? i pompowa?o nasze mi??nie adrenalin?. Karaka skaka?a na falach niczym zabawka w r?kach samego Belzebuba. Tajfun wreszcie nadchodzi?. Czu?em to po potwornym ryku. Ca?y pok?ad skrzypia? i trzeszcza? pode mn?. Wiedzia?em, ?e za chwil? zostaniemy zgnieceni jak ?upina od orzecha przez pot??ny, nieznaj?cy lito?ci ?ywio?. To by?y ostatnie minuty. Nagle wszystko nieco przycich?o. Jeszcze jeden b?ysk roz?wietli? ocean. Wygl?daj?c za burt? widzia?em na jego ?rodku kilkunastu ?mia?k?w walcz?cych o ?ycie z niezwyci??on? si?? wody. Obr?ci?em g?ow? i ujrza?em maszt zginaj?cy si? jak zapa?ka, poczu?em jakbym unosi? si? do g?ry. Jakie? bia?e, ol?niewaj?ce ?wiat?o zab?ys?o mi przed oczami. Gorza?o coraz promienniej. Rozleg? si? d?ugi przeci?g?y grzmot, jakbym spada? z wielkich, nieko?cz?cych si? schod?w. Gdzie? u ich dna run??em w mrok, nakryty zimn?, wodn? pierzyn?. Moje ostatnie spojrzenie pad?o na za?zawionych, b?agaj?cych Boga o mi?osierdzie, marynarzy, kt?rzy ostatkiem si? zdo?ali przywi?za? si? do masztu. Tyle jeszcze pami?tam. W tamtym momencie straci?em przytomno??.

Kiedy si? ockn??em mia?em nad sob? b??kitne niebo. Sponiewierany i przemoczony wsta?em przytrzymuj?c si? resztek por?czy od schod?w. Wci?? znajdowa?em si? na karace "De Maykowski", a jednak mia?em wra?enie jakby by?o to cmentarzysko. Po ca?ym pok?adzie wala?y si? strz?py statku, resztki zaopatrzenia, oraz cia?a tych, kt?rzy odeszli do Domu Pana za spraw? tajfunu. Wszed?em na mostek. Pierwszy oficer dojrzawszy mnie posadzi? rannego zakonnika i zda? raport o stanie okr?tu, oraz za?ogi. Straty by?y ogromne, a po znamienitej Armadzie Zakonnej pozosta?y tylko och?apy w postaci uszkodzonych trzech karak i dw?ch karawel. Ocean poch?on?? po?ow? vandalskiej floty. Tyle ludzkich istnie? spocz??o w mrocznych g??binach. Okaza?o si?, ?e pr?dy zepchn??y Nas niedaleko wschodnich wybrze?y Solardii. Zdesperowani postanowili?my przybi? do brzegu i na pozosta?ych Nam szalupach zej?? na l?d w celu uzupe?nienia zapas?w ?ywno?ci i wody pitnej. Wkr?tce wyruszymy ku Porto Leonor. Stan naszej Armady nie pozwala nam na nieprzerwany rejs ku Nowej Katalonii. Na miejscu postaramy si? naprawi? uszkodzone okr?ty i kontynuowa? t? jak?e tragiczn? wypraw?.

Don Juan Dagobard de Maykowski
Ksi??? Vandalii
Wielki Mistrz Zakonu Rycerzy Chrystusowych Ziemi Vandalskiej